Butelka ze spryskiwaczem, butelka z płynem do mycia naczyń, kremowa miska a na niej rękawice gumowe używane najczęściej do sprzątania.

Przeżytek czy czystość? Ekosprzątanie w toku…

Próbowaliście przetykać zlew wrzącą wodą, sodą oczyszczoną i octem? Albo pozbyć się pleśni w łazience wodą z octem? A może staraliście się doprowadzić do użytku swój piekarnik za pomocą sody i pary wodnej? Zaliczyłam wszystko. A rezultat? Zgadliście! Absolutnie żaden 😀

Eko sprzątanie. Temat rzeka 😉 Wystarczy wpisać w google i wyskakują tysiące stron z przepisami na cudowne specyfiki, które doczyszczą wszystko. Wychodzi na to, że nie ma brudu, z którym nie poradzi sobie ocet i soda. Oczywiście są ciut bardziej skomplikowane przepisy, np. z boraksem. Tych jednak nie testowałam, bo już sama nazwa “boraks” mnie odstrasza 😉

Wybaczcie, ale jako wielka fanka “Przyjaciół” nie mogłam się oprzeć 😉 Boraks dla mnie równa się Uberweiss 😀

Dlaczego eko? Czyli po co ja się w ogóle w to zaczęłam bawić...

Małe dzieci potrafią natchnąć (albo zmusić do natchnienia) do wielu zmian. Nie tylko w sposobie myślenia o sobie czy o otaczającym świecie. Również w kwestiach, zdawałoby się, dalekich od naszych maluchów. Jak zaczęło się u mnie?

Pierworodny nie wpychał sobie do buzi nic. Prawie zerowa ochota do mamlania czegokolwiek. Od zabawek do swoich rąk. Nigdy nie przejawiał większego zainteresowania wkładaniem sobie do ust czegokolwiek poza jedzeniem, no i oczywiście smoczkiem (do prawie 3 roku życia! Co za oburzenie! 😉 ) . Za to córa… Ech… Zaczęło się zaraz po porodzie. Najpierw trochę wypiła sobie mleczka z piersi a potem poszła spać… z piąstką w buźce. W jej słodkich usteczkach znalazło się wiele przedmiotów (a o ilu pewnie nie wiem!). A jeżeli akurat nie wkładała sobie niczego, co leżało na ziemi to ładowała w swoją paszczę ręce, zwłaszcza ukochany kciuk (do teraz). Gardziła jedynie smoczkiem 😉

W tej sytuacji zaczęłam się interesować składem (a właściwie w wielu przypadkiem jego brakiem) chemii domowej. Bo skoro moja córa tak często smakowała sobie rączki to nie chciałam, żeby coś jej zaszkodziło. I zaczęła się moja mała “mania” eko sprzątania.

Oglądając (oczywiście 5-minutowy urywek, telewizja śniadaniowa wraz z pojawieniem się dzieci odeszła w zapomnienie) pewnego razu Dzień Dobry TVN usłyszałam, że wiele z produktów domowej chemii gospodarczej powoduje zanieczyszczenie domowego powietrza porównywalne ze smogiem! Jestem ze Śląska. Całą zimę współczynnik zanieczyszczenia jest wysoki, za oknem w bezwietrzne dni pomarańczowa “mgiełka” to norma. Oczyszczacz powietrza nieco polepsza sprawę. Przeraziło mnie jednak, że myjąc podłogę moim ulubionym płynem, czyszcząc wannę popularnym środkiem wybielającym, czy pryskając drewniane meble nabłyszczaczem tak naprawdę truję rodzinę. A przecież Zośka nie tylko to wdychała. Ona ten cały syf jadła.

Trochę faktów, a człowiek już zaraz w stresie...

W 2000 roku środki czyszczące były odpowiedzialne za prawie 10% wszystkich toksycznych ekspozycji zgłoszonych w amerykańskich centrach kontroli zatruć.

Nikogo chyba nie zaskoczę pisząc, że za najbardziej toksyczne uważane są te środki, które mają sobie dawać radę z najgorszym brudem. W czołówce środków trujących są te, które mają nam wyszorować na błysk piekarniki i toalety, a także przepchać zatkane rury. Do chemii o wysokiej toksyczności zalicza się też wybielacze chlorowe i amoniak. Te dwie substancje chemiczne stanowią dodatkowe zagrożenie, ponieważ mogą reagować ze sobą lub z innymi chemikaliami, tworząc gazy szkodliwe dla płuc.

Często przyczyną problemów mogą być środki zapachowe, zwłaszcza te obecne w środkach do prania. Według kilku artykułów, które wpadły mi w ręce na fali mojego eko szału, mnóstwo substancji perfumujących używanych w przemyśle jest toksycznych. Jednak, ponieważ wzory zapachowe są traktowane jako tajemnica handlowa, żadna z firm nie musi podawać informacji o ich składzie. Wystarczy wpisać “aromat”, “zapach”.

Nie będę tutaj wspominać o wpływie różnych tego typu środków na środowisko naturalne. To się rozumie samo przez się. W końcu nawet rozpylanie deodorantu nie jest środowisku obojętne. Co dopiero spuszczanie chemii w toalecie przy okazji czyszczenia muszli.

Dosyć straszenia! Pora przejść do działania.

Pierwsza podstawowa sprawa. Domowy środek czyszczący NIGDY nie wyczyści tak, jak zrobiłaby to sklepowa chemia. Powód jest prosty – środki do jego użycia są dużo słabsze. Czy jednak faktycznie musimy zabijać wszystkie bakterie wokół? Niektóre z nich są naprawdę pożyteczne 😉 Poza tym – jeżeli pozostawiamy je trochę same sobie, to jedne naturalnie “wybijają” drugie. W konsekwencji żyjemy w środowisku naturalnym. A nie w sztucznym otoczeniu.

Żeby było jasne – nie zachęcam do brudu 😉 U mnie w domu jest czysto i pachnąco 😉 Mimo coraz większego ograniczania toksycznych środków. Sprzątam prawdziwy brud, a nie zabijam wszystkie bakterii wokół 😉

No to – lecimy 😉

Na pierwszy ogień bierzemy UNIWERSALNY PŁYN DO CZYSZCZENIA WSZYSTKIEGO.

SKŁADNIKI:

  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżka mydła kastylijskiego
  • kilka kropel wybranego olejku eterycznego (opcjonalnie, nie zawsze używam)
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
 
Do butelki ze spryskiwaczem wlewamy składniki i mieszamy. Zakręcamy butelkę i gotowe!
 
Prawda, że proste? A błysk w kuchni gwarantowany. Moja kamienna lada lśni, a do tego pozbyliśmy się środków nieznanego pochodzenia.
 
Co następne? PŁYN DO PIELĘGNACJI DREWNA.
SKŁADNIKI:
 
  • 1 szklanka octu winnego
  • 1/3 szklanki oleju z pestek winogron (akurat taki miałam na stanie, ale oliwa z oliwek też się świetnie nadaje)
  • kilka kropel wybranego olejku eterycznego (ale nie oszukujcie się, ocet przebije nawet jeżeli dacie naprawdę sporo kropel; według mnie lepiej przecierpieć lekki smrodek octu niż męczyć się z dziwną mieszanką zapachów)
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
 
Do butelki ze spryskiwaczem wlewamy wszystkie składniki i mieszamy. Zakręcamy butelkę. Zrobione!
 
Zaręczam Wam, że moje meble drewniane meble i parapety nigdy nie lśniły tak, jak po użyciu tego środka. Trzeba tylko pamiętać, żeby dać mu chwilę na wyschnięcie. W przeciwnym wypadku lśnić będzie powierzchnia, która nie została przykryta. Tak było u mnie ze stolikiem nocnym. Piękny blask z pominięciem plamy pozostałej po zbyt szybkim położeniu lampki. Jednak nic strasznego – wystarczy przetrzeć to miejsce. Tylko po co sobie dokładać roboty? 😉
 
Nie może tutaj zabraknąć oczywiście standardu jakim jest… PŁYN DO MYCIA OKIEN.
 SKŁADNIKI są już oczywiście wszystkim znane 😉
 
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka octu spirytusowego
  • kilka kropel olejku (znów opcjonalnie, ja nie używam, bo mi wszelkie mieszanki zapachu z octem zwyczajnie śmierdzą)
 
Do butelki ze spryskiwaczem wlewamy wszystkie składniki i mieszamy. Zakręcamy butelkę. Done!
 
Płyn nadaje się oczywiście również do mycia szyb, ja korzystam z niego również do czyszczenia mebli kuchennych. Są świecące a ocet i woda nie zostawiają na nich żadnych smug.
 
A teraz last but not least – PASTA Z SODY DO CZYSZCZENIA ZLEWÓW, WANNY ITP.

 

Moje ostatnie odkrycie. Naprawdę genialna. Myjemy dzieciaki w wodzie z olejem kokosowym i przerażała mnie częstotliwość, z jaką musiałam wannę myć chemicznymi środkami. Olej – wiadomo – daje wredny brud. Klej na wszelaki kurz i inne świństwa. Teraz mogę myć wannę po każdym użyciu z czystym sumieniem 😉
 
Po ten cud eko sprzątania odsyłam Was do Zielonego Zagonka.
 

To naprawdę nie zabiera dużo czasu!

Zaraz w uszach słyszę głos “och, że też Ci się tak chce”. “Masz teraz dużo czasu to możesz eksperymentować”. Serio? Zmieszanie dwóch cieczy w buteleczce naprawdę jest aż tak długotrwałą robotą? Chyba niee…

Zwracamy uwagę na to, co dzieciaki jedzą. Niektóre mamy ozonatorami czyszczą kupioną na bazarku żywność. W internecie batalia czy bio produkty są prawdziwie bio. Na wszystkich blw-forach o jedzeniu maluchów mamy prześcigają się w pomysłach na to, skąd biorą zdrową żywność dla maluchów. Czy jednak świadomość tego, że myjąc podłogę możemy regularnie podtruwać dziecko jest równie duża? Powinna 😉

Jasne, że nie uchronimy naszych dzieci przed całym złem świata. Żyjemy tu, gdzie żyjemy. Powietrze i gleba są, jakie są. Jednak jeżeli możemy im pomóc to może warto? W końcu to tylko kilka sekund. Zaręczam, że wciąż wszystko będzie olśniewać blaskiem. A my będziemy mieć pewność, że nasze dzieci w domu są ciut bardziej bezpieczne 🙂

P.S. A podłogi wycieram po prostu ciepłą wodą z kranu 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o