Dłonie związane sznurem

Poszczę, poszczę i… po poście

“Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. “

Ewangelia

Nie byłam ani posępna ani ponura. Byłam radosna i zgodnie z poleceniami Jezusa dbałam o siebie. Absolutnie nie obnosiłam się ze swoim postem. Tylko czy ja tak naprawdę w tym roku pościłam?

Postanowienia a rzeczywistość

Zawsze przed Wielkim Postem mam wielkie postanowienia. Oczywiście związane nie tylko z fizycznością, jak np. ograniczenie jedzenia w piątek, ale też z pogłębianiem relacji z Bogiem. Tylko co z tego później wychodzi? W tym roku chyba nic.

Oczywiście mogłabym obwiniać sytuację, ciągle wychodzące zęby Zosi, bardzo potrzebującego obecności mamy Antka i miliony innych okoliczności. Tylko dlaczego zrzucać odpowiedzialność z siebie? Moje postanowienia = moja odpowiedzialność.

Jak co roku Wielki Post minął sama nie wiem kiedy. Czy modliłam się więcej? Owszem. Ale jakość tej modlitwy pozostawia wiele do życzenia. A co z resztą postanowień? Brak facebooka w telefonie zrekompensowałam sobie podwójną ilością fejsa w komputerze. Minimalną ilość czasu zaoszczędzonego rzadszym przeglądaniem komórki przeznaczyłam na szukanie głupot w internecie, zamiast na pogłębianie wiary. Nim się spostrzegłam moje “zacznę jutro” napotkało Niedzielę Palmową… Bilans tegorocznego Wielkiego Postu? Zdecydowanie wygrywa wielki-mały świat, Bóg na drugim miejscu…

Czy można jeszcze coś zrobić?

Bóg jest miłosierny. Pokazuje mi to na każdym kroku. Zawsze daje możliwość poprawy. W końcu łotr na krzyżu czekał do ostatniej chwili, a jednak Pan przyjął go do Nieba. Nadzieja na zmianę na lepsze wciąż więc jest. Przed nami Wielki Tydzień – czas pamięci o najtrudniejszym doświadczeniu Jezusa, kończącego się jednak najczystszą radością – Zmartwychwstaniem.

Mam listę rzeczy do dokończenia – okna u dzieciaków z powodu nieoczekiwanej wizyty w szpitalu wciąż nieumyte. Drewniane meble w dużym pokoju niezakonserwowane, pralka woła “wyczyść mnie, wyczyść” a zmywarka buczy z niezadowolenia bo czasy czystości minęły kilka dobrych chwil temu. Zostawiam to. Albo inaczej. Sprzątanie, pranie, gotowanie… Nie mogę z tego w 100% zrezygnować. Zrobię jednak co w mojej mocy, żeby to, co “powinno” być zrobione na Święta nie przysłoniło mi tego, co liczy się najbardziej. Tego, KTO liczy się najbardziej.

W Wielkim Tygodniu wpatruję się w krzyż. W mojego Boga, który umarł za mnie. Nie za porządki, za dekoracje, za wypieki. Za mnie.

(…) post nie ma sensu, jeśli nie łączy się też z modlitwą i jałmużną. Post bez modlitwy to dieta, modlitwa bez postu i bez jałmużny to psychologia, a jałmużna bez tamtych dwu to działalność charytatywna, a nie miłosierdzie.

Szymon Hołownia

Wyłączam się ze świata wirtualnego. Będę TU i TERAZ. Jak najczęściej pod krzyżem. Pamiętając o Nim i Jego męce nawet polerując okna i mopując podłogi. Bo modlitwa codziennością to modlitwa życiem i zwyczajnością. Modlić się w każdej przestrzeni życia – cel na Wielki Tydzień. Cel na życie.