Biała stokrotka na niebieskim tle w moim artykule symbolizująca białe kłamstwo

Białe kłamstwa – macierzyństwo

Masz zostać mamą pierwszego / drugiego / (trzeciego i kolejnych pewnie też) dziecka. “Będzie wspaniale”, “O nieprzespanych nocach się zapomina”, “Uśmiech maluszka wynagradza wszystko”, “Sami się sobą zajmą”… Wiązanka wspaniałych tekstów, pokazanie idylli, która Cię spotka jak tylko urodzisz. A potem nagle – rzeczywistość!

Według definicji białe kłamstwo jest wprowadzeniem drugiej osoby w błąd nie wyrządzając jej przy tym żadnej krzywdy. Ot, takie niewinne kłamstewko. Podanie błędnej informacji, żeby rozmówca poczuł się lepiej.

Każdemu z nas zdarzyło się być i nadawcą i odbiorcą takiej pseudo-informacji. Nie ma sensu się oszukiwać – od najmłodszych lat byliśmy celem takich “ataków” (kto nie usłyszał w swoim dzieciństwie “jak będziesz niegrzeczny, to ktoś tam Cię zabierze?”, albo “jak zrobisz porządek to coś tam…” i potem okazuje się, że żadnego coś tam nie ma). Potem, w miarę dojrzewania, sami zaczęliśmy tę taktykę stosować. Przecież nie wypada koleżance powiedzieć, że źle wygląda w nowej sukience. Albo koledze, że ten cud motoryzacji, którym właśnie podjechał to grat. Wręcz przeciwnie – komplementujmy się nawzajem!

Mam wrażenie, że – w przypadku macierzyństwa – mitów i wybielania rzeczywistości jest szczególnie dużo. Doszło to do mnie całkiem niedawno. Rozmawiałam z kolegą, któremu niedawno urodziła się córeczka. Między nią a braciszkiem jest zaledwie 1,5 roku różnicy. Powiedziałam mu, że nie zazdroszczę żonie, bo to bardzo trudny czas. Dużo wyzwań, mało spania, trudności w zajmowaniu się dziećmi, które są na tak różnym poziomie rozwoju. Jego siostra na mnie naskoczyła – dlaczego tak mówisz? Powiedz, że jest fajnie, niech sami się przekonają jak jest naprawdę… Czy młodym rodzicom, a zwłaszcza mamom, nie wypada mówić prawdy o tym, co ich czeka?

Każda z nas przeżywa swoje macierzyństwo po swojemu. To, co dla jednej jest koszmarem, dla innej może być czymś całkiem przyjemnym. ALE! Jest kilka kwestii na które lepiej się przygotować i dowiedzieć się o nich w wersji bez lukru.

Czas po porodzie – od kangurowania…

“Urodzisz, zobaczysz bobasa i zaraz zapomnisz o całym bólu”, “czas skóra-do-skóry to magiczne chwile”, “matczyna intuicja wszystko Ci podpowie, od razu będziesz wiedziała co robić”… Serio? Przed urodzeniem dzieciaków od większości osób słyszałam takie prawdy. Nadszedł wielki dzień i… Nie było chórów anielskich! Szok! Za to był potworny ból i zmęczenie. I totalne nieogarnięcie. Oczywiście, byłam przeszczęśliwa, że Antek jest już z nami. Do teraz jednak nie wiem, czy bardziej mnie ucieszyło, że mamy dziecko na powierzchni, czy że porodowy horror się zakończył. Z Zośką podobnie, zwłaszcza, że poród trwał prawie 3 razy tyle, co pierwszy (a podobno drugi jest krótszy i łatwiejszy…).

A samo kangurowanie? Wiem, że jest potrzebne maluszkowi. Zdaję sobie sprawę, że dobrze kiedy mama jest przy dzieciątku. Nigdy nie zrezygnowałabym z tego przeżycia. Ale cud miód to nie było. Zwłaszcza z pierwszym dzieckiem. Bałam się, że jakoś uszkodzę tego malutkiego człowieczka. Przy córeczce zwiększyło się opanowanie, bo doskonale potrafiłam już sobie poradzić ze świeżym noworodkiem. Mama bez doświadczenia ma jednak pełne prawo do przerażenia. Dlaczego tak łatwo wszyscy wymazują z tych chwil również niewątpliwie negatywne emocje?

… po karmienie

Karmisz piersią – super, będzie to niebiańskie przeżycie. Wybierasz butlę – w porządku, mama wie najlepiej i to ona decyduje. Rzeczywistość weryfikuje ten piękny obrazek i krzyczy w twarz “Guzik prawda!”.

Zaczyna się w szpitalu. U mnie był bardzo duży nacisk na karmienie naturalne. Mama wykończona, obolała, myśli o tym, żeby spać a tu wiecznie cyc. Miało być pięknie i przyjemnie. Niewysłowiona więź z dzieckiem sama miała wzrastać i kwitnąć. Aż tu nagle zdziwienie – laktacyjne cherubinki gdzieś się zapodziały. A w ich miejsce pojawił się ból nie do opisania i myśli w stylu “dziecko drogie, co ty mi robisz???”.

Dla odmiany – inny scenariusz. Wybieram butlę. Bo tak. Bez medycznych przeciwwskazań do karmienia. Po prostu taka jest moja decyzja i już. Zaczyna się proces przekonywania przez pielęgniarki, że może jednak warto spróbować. Bo dla dziecka to bardzo dobre, bo mama szybciej dojdzie do siebie po porodzie… Rodzicielka na to, że zdaje sobie sprawę z argumentów przemawiających za kp, ale jednak chce mieszankę. Co się dzieje? Osądzający wzrok z każdym podaniem mleka modyfikowanego. Cichy komentarz pani z łóżka obok wspominającej mężowi “że ona tego nie rozumie, bo jak to tak? Zabrać dziecku coś najlepszego, co można mu teraz dać”. A młoda mama, która miała swoje założenia a w głowie mnóstwo komentarzy o akceptacji zdania matki, już na początku macierzyństwa zaczyna w siebie wątpić.

Na marginesie dodam. Antka karmiłam piersią 4 miesiące, z czego od 3 miesiąca regularnie pił już z butli. Bardzo było mi przykro, kiedy na każdym kroku musiałam się tłumaczyć ze swojej decyzji. Od początku miałam ogromne wyrzuty sumienia, że pozbawiam go czegoś najlepszego. Chociaż miałam oparcie w rodzinie, to jednak inne matki dały mi odczuć, że powinnam walczyć i karmić mimo wszystko. Podobno szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko. Nikt nie potrafił zrozumieć, że mnie szczęście dało odstawienie Synka od piersi. Bo karmienie go było koszmarem. Bolało, były zastoje mimo częstego przystawiania i mnóstwo innych komplikacji. Zośka na piersi była ponad 14 miesięcy. Nikt się nie dziwił. To jak to jest? Podobno wszędzie promocja mleka modyfikowanego a mamy kp czują się wykluczone. Czy aby na pewno? Mnie spotkał hejt za używanie mm.

A potem żyli długo i szczęśliwie…

Dookoła mnóstwo opinii, że mama ma super siły. Nieprzespane noce jej nie męczą, ciągły płacz malca nie denerwuje a zmiana pieluszek co kilka chwil to sama przyjemność. Przecież ta “pupcia jest taka słodziutka”. Może ze mną było (jest?) coś nie tak. Ktoś być może nawet zasugeruje, że przeżywałam w tamtym czasie głęboką depresję poporodową. A ja będę się upierać, że po prostu przemawia przeze mnie zdrowy rozsądek.

Młoda mama kilka dni po porodzie to wciąż ta sama kobieta, która chwilę temu musiała przespać 8 godzin żeby być wypoczętą. Babka, która uwielbiała kontakty z ludźmi, a teraz jej jedynym towarzyszem jest płaczący lub śpiący maluszek. Dlaczego jest nam wmawiane, że nie mamy prawa do zmęczenia? Dlaczego macierzyństwo przedstawiane jest w tak różowych barwach? Idąc do pracy wszystkie jesteśmy gotowe, że będzie ciężko. Zostając mamami – mamy wizję, że śpimy kiedy dzieci śpią, intuicja nas nie zawodzi a kilka chwil dla siebie znajdziemy jak tatuś malucha wróci z pracy. Taki opis wcale nie sugeruje pracy 24h/dobę. Zwyczajnie wprowadza w błąd.

Praca mamy to duży wysiłek

Bycie mamą jest zdecydowanie najtrudniejszym zadaniem kobiety. Nie bez powodu trzeba mieć do tego powołanie. Spotkałam się niedawno z opinią, że kobiety, które mu nie podołają odsyłają dzieci do żłobka / babci / niani a same wracają do pracy (oczywiście w sytuacjach, kiedy nie ma ekonomicznej konieczności powrotu mamy do pracy). Czy to prawda? Nie mnie oceniać. Wszystkie jesteśmy różne. Nie ma takiej samej kobiety, nie ma takiego samego dziecka, każda sytuacja życiowa jest inna. Wydaje mi się jednak, że wiele z nas załamuje się, bo rzeczywistość okazała się inna od wizji roztaczanych przez otoczenie.

Ja szczęśliwie byłam przygotowana na ciężką harówkę. Nie miałam w planach rozkręcania biznesów jak tylko moje dziecko osiągnie wiek 3 miesięcy bo wiedziałam, że to się nie uda. Wiele moich koleżanek było tym zdziwionych. Tak jak i tym, że 6-miesięczny brzdąc również wymaga uwagi, roczne dziecko nie zajmie się sobą przez pół godziny a dwulatek sam nie zorganizuje sobie 2-godzinnej zabawy. Rodzeństwo z kolei nie będzie od początku zgranymi przyjaciółmi na dobre i na złe. Chociaż to wszystko wiedziałam, nie myślałam, że będzie AŻ TAK trudno.

Białe kłamstwo to wciąż kłamstwo. Część złych uczuć wypieramy, co jest naturalnym mechanizmem. O niektórych z pewnością zapominamy. Nie ukrywajmy jednak całego negatywnego obrazu. Macierzyństwo, jak życie, składa się z pięknych, ale też i ciężkich chwil. Dajmy młodym mamom prawo do negatywnych myśli i uczuć. Nie wymagajmy, żeby zawsze były uśmiechnięte. A następnym razem rozmawiając z koleżankami przedstawmy nie tylko plusy, ale i minusy bycia mamusią.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
BasiaEwelina Recent comment authors
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelina
Gość
Ewelina

Bardzo dziwny jest Pani tekst.Ten czas z malymi dziecmi to najpiekniesze lata jakie moga byc w zyciu kobiety.Zwyczajnie wspominając te lata gdy dzieci byly niemowlakami pamieta sie tylko to dobre to zle gdzies uchodzi..sa blaski i cienie…jak na kazdym etapie zycia…jednak bycie mama malucha to cos wspanialego…cudowny okres.